Czy będziemy mieć kryzys w motoryzacji? Branża motoryzacyjna już w dużej mierze odczuwa efekty pandemii. Pierwszymi skutkami jakie zauważyłem jest mniejsze obłożenie serwisów. Mechanicy przez pół dnia nie mają co robić. Nie przygotowują nowych samochodów (przeglądy zerowe), bo sprzedaż stanęła. Klienci indywidualni nie odwiedzają salonów samochodowych, zaś firmy często mają zakazy spotykania się z dostawcami. Część firm także wstrzymuje inwestycje szykując się do zbliżającego się kryzysu. Nadchodząca stagnacja, która przyjdzie nieubłaganie, może spowodować masowe rezygnacje lub opóźnienia z odbiorem nowo zamówionych samochodów. Firmy, które opierają swój transport na wynajmie szukają możliwości aby chociaż częściowo ograniczyć wydatki i zdają do firm wynajmujących wynajęte auta.

Uścisk dłoni oznajmujący podpisanie umowy

Banki oraz leasingi zarządzając ryzykiem, boją się i wstrzymują się z udzielaniem nowych kredytów oraz leasingów. Oczekiwać można, że kredytobiorcy mogą opóźniać się ze spłatą zobowiązań, a co gorsza mogą ogłosić upadłość. Dlatego też instytucje finansowe czekają co się wydarzy i czy firmy przetrwają ten trudny dla nich czas.

Wszystko to powoduje to, że na salonach nie ma obsługi. Dealerstwa zaczynają wprowadzać jedną zmianę. W działach handlowych są tylko pojedyncze osoby na salonach. Klienci indywidualni nie przyjeżdżają na naprawy mechaniczne, a pracownicy w firmach często pracują w trybie home office,. Ich samochody służbowe, które często przystawały na tankowanie teraz stoją. Będzie to powodowało mniejsze zarobki serwisów oraz mechaników w nich pracujących. Długo utrzymująca się taka sytuacja może doprowadzić do zamykania się małych nieautoryzowanych serwisów oraz do upadku małych dealerstw, których i tak już w Polsce nie ma za wiele.

Sytuację nie polepsza fakt, iż wydłużyła się dostawa części samochodowych. Dotychczas większość marek samochodowych zamawiając części z głównych magazynów europejskich mogła się spodziewać dostawy w ciągu 24h. Na dzień dzisiejszy dostawy nie docierają szybciej niż w ciągu siedemdziesięciu kilku godzin. Czas ten może także się mocno wydłużyć ze względu na kilkudziesięcio kilometrowe korki na granicach naszego kraju.

Na blacharni także pracuje się na pół gwizdka. Działy, które były uważane za kury znoszące złote jaja mają coraz mniej pracy. Przez fakt, że pracownicy pracują w domach oraz że ludzie boją się wychodzić z domów jest znacznie mniejszy ruch na drogach. Powoduje to dużo mniej kolizji (co akurat jest aspektem dodatnim), a zarazem mniej pracy i zarobku dla blacharzy.

Kolejnym skutkiem jest brak dostępności części potrzebnych do produkcji nowych samochodów. Następstwem tego będzie wstrzymanie lub ograniczenie produkcji fabryk oraz wydłużenie czasu dostawy nowych samochodów. Stanęły już m. in. fabryki VW, Fiata, Opla, Renault, Nissana i Forda co także nie będzie wspomagało sprzedaży nowych samochodów.

Słabnąca złotówka także ma wpływ na branże motoryzacyjną. W najbliższym czasie podwyżki cen samochodów zapowiedział Opel. Czekać tylko można jak pozostałe marki pójdą ich śladem. Szalejący kurs euro także ma wielki wpływ na cenę, tak czy inaczej drogiego freonu do agregatów chłodniczych. Spowodowane jest to, iż fabryki produkujące ten gaz znajdują się w Chinach, a jak każdy z nas wie od pewnego czasu wstrzymane są dostawy z tego regionu globu.

Wszystko to może prowadzić do masowych zwolnień w branży motoryzacyjnej. Począwszy od produkcji części, produkcji samochodów, poprzez serwisy mechaniczne i blacharskie, a skończywszy na sprzedaży.

Czas pokaże jak odnajdzie się Europa po koronawirusie i jego skutkach. Miejmy jednak wszyscy nadzieję, że świat szybko poradzi sobie z szalejącą pandemią, kryzys w motoryzacji nie będzie tak drastyczny jak opisałem powyżej.

Pozostałe aktualności

Opublikuj w social mediach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.